Przez lata pracy w lesie przyzwyczaiłem się do wypatrywania naszych rodzimych gatunków – znam na wylot zwyczaje rusałek czy mieniaka tęczowca. Jednak kiedy wnuki wyciągnęły mnie do Motylarni w Rozewiu, poczułem się, jakbym uczył się biologii od nowa. To jedna z największych motylarni w kraju i trzeba przyznać, że różnorodność zebranych tam okazów z innych stref klimatycznych potrafi zawrócić w głowie nawet staremu wyjadaczowi.
Spacerując po tym tropikalnym namiocie, zacząłem zastanawiać się, jak laik ma się odnaleźć w tym gąszczu barw. Rozpoznawanie motyli w takich warunkach to świetny trening spostrzegawczości. Na co warto zwrócić uwagę?
- Kształt i krawędzie skrzydeł: To pierwszy trop. Niektóre okazy, jak te z rodziny paziowatych, mają charakterystyczne „ogonki”, inne zaś, jak Kallima, mają brzegi skrzydeł idealnie imitujące poszarpany liść.
- Wzory zwane „oczami”: Wiele gatunków, które tam widzieliśmy, posiada na skrzydłach wielkie pawie oczka. Mają one odstraszać drapieżniki, ale dla nas są świetnym znakiem rozpoznawczym – u każdego gatunku ich układ i kolorystyka są unikalne.
- Sposób żerowania: Obserwowaliśmy z wnukami, jak niektóre motyle chętnie siadają na plasterkach pomarańczy, a inne wolą nektar z kwiatów. To też podpowiedź, z jaką grupą mamy do czynienia.
Czego nie widać w atlasach? Najciekawsze było porównanie teorii z praktyką. W książce motyl jest płaski i nieruchomy. W Rozewiu widać dynamikę – to, jak światło załamuje się na skrzydłach Morpho peleides, zmieniając ich barwę z błękitu w głęboki granat w zależności od kąta patrzenia. Tego nie odda żadna fotografia.
To, co realnie podbija wiarygodność Motylarni, to obecność personelu, który nie pełni tam jedynie funkcji porządkowej. Opiekunowie ekspozycji to kopalnia anegdot – potrafią w ułamku sekundy wskazać ukrytego pod liściem osobnika i opowiedzieć o jego specyficznych strategiach obronnych. Kiedy jeden z pracowników pokazał nam, jak motyle „smakują” podłoże za pomocą odnóży, sucha wiedza z podręczników natychmiast nabrała rumieńców. Ta żywa narracja sprawia, że wizyta przestaje być tylko spacerem w upale, a staje się interaktywnym wykładem, w którym dzieci biorą czynny udział, zadając dziesiątki pytań. Właśnie to merytoryczne wsparcie na każdym kroku ścieżki edukacyjnej powoduje, że cena biletu przestaje grać rolę, a z obiektu wychodzi się z poczuciem dobrze zainwestowanego czasu i głową pełną przyrodniczych ciekawostek.
Kilka uwag z perspektywy praktyka: W środku panuje duża wilgotność, co jest zrozumiałe, bo te motyle pochodzą z lasów deszczowych, ale dla starszej osoby może to być nieco uciążliwe. Dobrze jest robić sobie krótkie przerwy. Warto też nadmienić, że przy rozpoznawaniu gatunków bardzo pomaga obsługa – przewodnicy chętnie dzielą się swoją wiedzą w sposób, który zaciekawi nawet dziecko. Ja na pewno wyniosłem z tej wizyty wiele ciekawych informacji.






