Moja Babcia gotuje od pięćdziesięciu lat. Zna na pamięć przepis na bigos, pierogi z kapustą i żurek, który robi się tylko z własnego zakwasu. Kiedy powiedziałam jej, że zamawiam sushi na obiad, spojrzała na mnie tak, jakbym właśnie zaproponowała zupę z trawy. „Surowa ryba? W środku tygodnia?” – zapytała z miną, której nie powstydziłby się każdy zawodowy sceptyk. Postanowiłam przeprowadzić eksperyment.
Co to właściwie jest to sushi?
Zanim złożyłam zamówienie, musiałam odrobić lekcję. Babcia wymaga wyjaśnień – nie akceptuje „po prostu spróbuj”. Sushi to nie tylko surowa ryba, co jest chyba największym mitem krążącym wśród pokolenia, które dorastało na zupie pomidorowej z ryżem. Wytłumaczyłam jej, że ryż do sushi jest zaprawiony octem ryżowym, że maki to rolki owijane w wodorosty nori, a futomaki mają sporo warzyw i mogą być całkowicie bez ryb. Oczy Babci lekko się otworzyły. „No to może” – powiedziała, co w jej słowniku oznacza entuzjazm.
Pierwsze wrażenie – unboxing zamówienia sushi na dowóz w Krakowie
Kurier z naszym zamówieniem z Sushi Friends zapukał punktualnie. Babcia, która stała za mną i obserwowała całe zdarzenie z założonymi rękami, pierwsza sięgnęła po opakowanie. Starannie zapakowane pudełka, brak przecieków, ryż nieprzełamany – to rzeczy, które wiedzą tylko ci, którzy zamawiali sushi w przypadkowych miejscach i otwierali opakowanie ze ściśniętym żołądkiem. Tutaj wszystko wyglądało jak trzeba. „Ładnie podane” – przyznała Babcia, odkładając pokrywkę. To był dobry znak.
Na stole wylądowały rolki w kilku wariantach: klasyczne z łososiem, futomaki z ogórkiem i awokado oraz kilka sztuk nigiri. Przygotowałam też mały zestaw do degustacji:
- Sos sojowy – do maczania, nie polewania (ważna lekcja),
- Imbir marynowany – do odświeżenia podniebienia między rolkami,
- Wasabi – w bardzo małej ilości, dla odważnych,
- Pałeczki – i widelec jako plan B.
Plan B okazał się potrzebny już przy pierwszym kawałku.

Werdykt Babci
Pierwsza rolka poszła ostrożnie. Druga – szybciej. Przy trzeciej Babcia przestała komentować i po prostu jadła, co w moim domu jest najwyższą formą pochwały. „Smakuje jak coś, co powinno smakować” – powiedziała w końcu, co jest zdaniem dość enigmatycznym, ale brzmiało pozytywnie. Najbardziej zaskoczyło ją futomaki – „to prawie jak sałatka, tylko inaczej” – i nigiri z łososiem, które po chwili wahania pochwalała za „delikatność”.
Jedyną wpadką był wasabi. Ale to nie wina restauracji.
Dlaczego zamówiłam sushi na dowóz z Sushi Friends?
Do eksperymentu wybrałam Sushi Friends nie przypadkowo. To krakowski lokal z jasno określonym charakterem – jakość składników, ciekawe kompozycje i rozsądne ceny, które nie wymagają specjalnej okazji, żeby zamówić. Kto chce sprawdzić menu i zobaczyć aktualne zestawy, znajdzie wszystko na stronie www.sushifriends.com.pl, gdzie widać też dostępne strefy dowozu w Krakowie. Lokal działa przy ul. Sebastiana Klonowica 26 i obsługuje zamówienia z myślą o tym, żeby sushi dotarło w takim stanie, w jakim powinno – świeże, estetyczne, gotowe do jedzenia.
Babcia nie stała się overnight fanką kuchni japońskiej. Ale przy sprzątaniu ze stołu powiedziała: „Następnym razem weź więcej tego z ogórkiem.” A to, jak wszyscy wiemy, jest równoznaczne z owacją na stojąco. To mój taki mały-wielki sukces. A w sumie to mój i babci!






